Lofoty to nie jest miejsce, które się odwiedza – to świat, w który trzeba się zanurzyć wszystkimi zmysłami. Wyobraź sobie krainę, gdzie pionowe, poszarpane szczyty wyrastają prosto z turkusowej toni oceanu, a granica między niebem a wodą zaciera się w świetle słońca polarnego. To tutaj, za kołem podbiegunowym, powietrze smakuje solą i arktyczną świeżością, a rytm dnia wyznaczają nie zegarki, lecz przypływy i zmieniające się odcienie skał. Wyprawa ta jest zaproszeniem do świata, w którym luksus definiuje się przez przestrzeń i ciszę, a nie przez liczbę gwiazdek w hotelu. To droga przez surowe granity Hermannsdalstinden, złociste piaski plaży Kvalvika i kamienne stopnie Reinebringen, prowadząca do miejsc, gdzie natura wciąż dyktuje warunki. Każdy wieczór przy ognisku na plaży Bunes czy nocleg w cieniu Helvetestinden to lekcja pokory wobec potęgi żywiołów i okazja do odnalezienia spokoju w najbardziej pierwotnej formie.
To nie jest wycieczka – to powrót do korzeni, do zapachu drewna wyrzuconego przez morze i do widoków, które zostają pod powiekami na zawsze.
Twoja przygoda zaczyna się na wodzie. Podczas kilkugodzinnej przeprawy przez Vestfjorden zobaczysz, jak z morskiej mgły powoli wyłania się „Lofotveggen” – potężna, zębata ściana gór. To moment, w którym dociera do Ciebie skala miejsca, w którym się znalazłeś. Powietrze staje się ostrzejsze, czuć zapach ryb i morską bryzę, a nad masztami zaczynają krążyć mewy. To najlepsze możliwe wprowadzenie do świata, w którym to natura rozdaje karty.
Hermannsdalstinden (1029 m n.p.m. – najwyższy szczyt Lofotów Zachodnich) to propozycja dla tych, którzy chcą poczuć arktyczną skalę. Szlak jest wymagający – prowadzi przez strome skalne płyty, gdzie w kluczowych momentach pomagają łańcuchy i liny. Na szczycie jednak czeka na Ciebie nagroda: panorama, w której postrzępione szczyty wyspy Moskenesøya wyrastają bezpośrednio z turkusowej toni fiordów. To miejsce, gdzie zapominasz o istnieniu cywilizacji, a jedynym dźwiękiem jest wiatr i krążące w oddali bieliki.
Bunes i Kvalvika to definicja wolności. Zapomnij o hotelach – tutaj nocujesz na złotym piasku, który mieni się w słońcu dzięki drobinom minerałów. Plaża Bunes, otoczona potężnym skalnym amfiteatrem, przypomina scenerię z filmu science-fiction. Wieczór spędzisz przy ognisku z drewna wyrzuconego przez fale, czując zapach morskiej soli i chłód arktycznego powietrza. To luksus przestrzeni i ciszy, której nie znajdziesz na żadnym komercyjnym campingu.
Wejście na Reinebringen to konkretny wycisk dla nóg. Dzięki pracy nepalskich Szerpów na szczyt prowadzi blisko dwa tysiące solidnych, kamiennych stopni. Wysiłek kończy się widokiem, który stawia geografię Lofotów w nowym świetle – widzisz sieć wysepek, mostów i czerwonych domków rorbuer, które wyglądają jak klocki rozsypane na błękitnym oceanie. To klasyka gatunku, która w świetle złotego, polarnego słońca nabiera głębokich, nasyconych barw.
Trasa na Munken to przejście przez arktyczny ogród. Szlak wije się wzdłuż brzegów jezior Studalvatnet i Sørvågvatnet, gdzie gładkie, granitowe ściany znikają prosto w ciemnej toni wody. Podmokłe tereny wokół chatki Munkebu porasta biała, puszysta trawa bawełniana, tworząca surrealistyczny kontrast z szarością skał. To trekking pełen detali – od dźwięku wodospadów po zapach torfu i arktycznej roślinności.

Trudno o bardziej sugestywny obraz Arktyki niż rząd intensywnie czerwonych chatek, które na drewnianych palach balansują tuż nad lustrem wody. W Reine ta mozaika barw – grafitu gór, turkusu fiordów i karminu drewna – tworzy panoramę, która od pokoleń definiuje rytm życia na archipelagu.
Sercem osady jest Gammelbua – budynek dawnego sklepu kolonialnego z XVIII wieku, który dziś służy jako restauracja. To tutaj, przy trzaskającym ogniu w kominku, możesz poczuć ciągłość pokoleń rodziny Sverdrup, która zarządzała tą osadą od 1874 roku. Zapach pieczonego jagnięcia i lokalnego stockfischu (suszonego dorsza) dopełnia doświadczenia miejsca, w którym czas płynie wolniej, a jedynym stałym elementem jest szum fal uderzających o fundamenty Twojego domu.
To nie koniec atrakcji, pozostaje jeszcze zatoka Yttersand, którą obejrzymy ze szczytu Røren oraz miejsce przesiadkowe po drodze na Lofoty, czyli Bodø. Przespacerujemy się po centrum miasteczka w oczekiwaniu na prom na Lofoty. W 1940 roku miasteczko zostało zniszczone, a ponad połowa mieszkańców została bez dachu nad głową. Dziś jest to prężnie działające miasto, największe w okręgu Nordland.
Uwaga: Realizacja programu częściowo uzależniona jest od pogody. Kolejność dni może ulec zmianie – ze względu na pogodę i loty.
Wczesnym rankiem spotykamy się na lotnisku w Gdańsku lub Warszawie. Pomiędzy uczestników wyprawy rozdysponowany zostanie sprzęt: namioty i palniki gazowe (należy zostawić w plecaku trochę wolnego miejsca na te rzeczy). Lot do Bodø.
Z lotniska pieszo przejdziemy do przystani promowej (około 35 minut, 2,5 km), skąd promem popłyniemy do Moskenes na Lofotach. Przeprawa przez Vestfjorden trwa około trzech-czterech godzin i stanowi piękne wprowadzenie do wyprawy. Z pokładu promu „ściana Lofotów” wyłania się powoli, początkowo jako mglista linia na horyzoncie, by z czasem ukazać monumentalne, zębate szczyty, które zdają się nie mieć końca.
To właśnie w trakcie tego rejsu można dostrzec potęgę prądów morskich i, przy odrobinie szczęścia, krążące nad falami bieliki, a nawet sunące w wodzie delfiny i wieloryby.
Po przybiciu do Moskenes, zapach suszonych ryb staje się niemal namacalny. Odbieramy samochody i jedziemy w stronę jeziora Sørvågvatnet.
Nocleg w namiotach w okolicy jeziora.
Drugiego dnia wkraczamy na szlak prowadzący w stronę Munkebu i szczytu Munken.
Trasa ta jest esencją lofockiego trekkingu. Rozpoczyna się w Sørvågen i niemal natychmiast narzuca rytm wspinaczki po gładkich skalnych płytach. Szlak ma umiarkowaną trudność, wynikającą głównie z sumy podejść, która wynosi blisko 1000 metrów.
Wędrówka prowadzi obok jeziora Studalvatnet, gdzie ścieżka wije się wzdłuż krystalicznej toni, a gładkie ściany skalne giną bezpośrednio w wodzie.
Krajobraz wokół Munkebu charakteryzuje się obecnością podmokłych terenów porośniętych trawą bawełnianą (Eriophorum), której białe, puszyste kwiatostany tworzą surrealistyczny kontrast z czernią granitów.
Munkebu to pojedyncza górska chata, z której korzystać mogą członkowie Norweskiego Towarzystwa Turystycznego. W jej sąsiedztwie rozbijemy swoje namioty. Stąd podejście na Munken (797 m n.p.m.) staje się bardziej strome i kamieniste, ale oferuje widoki, które rekompensują każdy wysiłek.
Z wierzchołka rozpościera się panorama na system jezior, fiord Forsfjord oraz odległe wierzchołki, które w słońcu polarnym nabierają miedzianego odcienia.
Nocleg w okolicach Munkebu, pod namiotami, to cudowne doświadczenie wśród surowej, górskiej przyrody.

Trzeci dzień wyprawy dedykowany jest zdobyciu Hermannsdalstinden (1029 m n.p.m.), najwyższego szczytu zachodnich Lofotów. To najbardziej wymagający kondycyjnie i technicznie punkt programu. Szlak nie jest przeznaczony dla osób z lękiem przestrzeni; charakteryzuje się znaczną ekspozycją, a w kluczowych momentach uczestnicy muszą korzystać z łańcuchów i lin ubezpieczających.
Podczas wędrówki na Hermannsdalstinden przechodzimy przez różne piętra krajobrazu. Początkowe trawersowanie zboczy nad jeziorami ustępuje miejsca stromej wspinaczce po skalnych grzędach. Widok z wierzchołka jest uznawany za jeden z dziesięciu najpiękniejszych w całej Norwegii. Można stąd podziwiać niemal cały archipelag, w tym wyspę Moskenesøya, liczne fiordy oraz pionową ścianę Hermanna opadającą kilkaset metrów wprost do jeziora. To tutaj podróżnik zdaje sobie sprawę z małości człowieka wobec potęgi geologicznej czasu.
Hermannsdalstinden uznawany jest przez Norwegów za TOP10 gór w Norwegii!
Zejście do Sørvågvatnet wymaga skupienia i precyzji, zwłaszcza na odcinkach piargowych pod szczytem. Dzień kończy się przejazdem na camping w Moskenes, co pozwala na zasłużoną regenerację i powrót do nieco łagodniejszego krajobrazu wybrzeża. Gorący prysznic i zimne piwo w pubie to idealna nagroda za zdobycie szczytu.

Uwaga! Wejście na Hermannsdalstinden mocno uzależnione jest od pogody i warunków na szlaku (na początku czerwca może być jeszcze śnieg w wyższych partiach gór). Jeśli wejście na Hermannsdalstinden okaże się niemożliwe, zrealizujemy wędrówkę na innym, równie pięknym szlaku.
Czwarty dzień stanowi łącznik między wysokimi górami a dzikim wybrzeżem. Rozpoczyna się od wejścia na Reinebringen (448 m n.p.m.), który mimo niewielkiej wysokości jest symbolem Lofotów. Szlak jest łatwo dostępny i bardzo popularny, na punkt widokowy wiodą kamienne schody ułożone przez nepalskich Szerpów. Pokonanie blisko 2000 stopni to intensywny trening cardio, który kończy się widokiem na Reine, Hamnøy i sieć mostów łączących wyspy – panoramą, która w słoneczny dzień wydaje się niemal nierealna w swoim pięknie.
Po powrocie do Reine, wchodzimy w kolejną fazę wyprawy – rejs na plażę Bunes. To miejsce jest dostępne wyłącznie od strony wody, co gwarantuje zachowanie jego dzikiego charakteru.
Bunes to szeroka, piaszczysta plaża zamknięta w potężnym amfiteatrze skalnym. Krajobraz ten, z wysokimi wydmami porośniętymi trawą, przypomina scenerię z filmów science-fiction.
Nocleg na plaży przy ognisku to jeden z najbardziej autentycznych momentów wyprawy. Zapach dymu z drewna wyrzuconego przez ocean, szum fal i widok Helvetestinden górującego nad obozowiskiem tworzą atmosferę absolutnej wolności.

Piąty dzień rozpoczyna się od wejścia na Helvetestinden (602 m n.p.m.) – szczyt, którego nazwa – „Góra Piekieł” – nawiązuje do jego imponującej, niemal pionowej ściany opadającej ku oceanowi.
Szlak z plaży Bunes prowadzi przez przełęcz i wymaga oswojenia się z dużą ekspozycją. Z góry plaża Bunes wygląda jak złocisty pas wciśnięty między granit a błękit, a widok na otwarte Morze Norweskie pozwala poczuć bezkres Arktyki.
Po zejściu ze szczytu wracamy na plażę, zwijamy obozowisko i maszerujemy na prom do Reine. Następnie jedziemy do Markjorda, skąd ruszamy na trekking w stronę plaży Kvalvika.
Kvalvika to ikona lofockiej natury, miejsce, gdzie turkusowa woda spotyka się z nieskazitelnie białym piaskiem i surowymi klifami. Piasek na plaży ma unikalną strukturę – mieni się w słońcu dzięki drobinom minerałów, co nadaje jej magiczny wygląd.
Nocleg w namiotach na plaży Kvalvika to okazja do obserwacji gry świateł na klifach w trakcie słońca polarnego, gdy kolory zmieniają się od jaskrawego błękitu po głęboki fiolet.

Szósty dzień pozwala spojrzeć na Kvalvikę z innej perspektywy.
Wejście na Ryten (543 m n.p.m.) jest jednym z najbardziej satysfakcjonujących doświadczeń wizualnych podczas naszej wyprawy. Szlak jest stosunkowo łagodny, prowadzi przez torfowiska i drewniane kładki, co pozwala na swobodną obserwację zmieniającego się krajobrazu. Z wierzchołka widać cały łuk plaży Kvalvika, a kontrast między złotem piasku, turkusem wody i zielenią zboczy jest uderzający.

Kolejnym punktem dnia jest przejazd do Yttersand i wejście na Røren (295 m n.p.m.). Jest to szlak o mniejszym stopniu trudności, prowadzący po rozległym płaskowyżu, który oferuje panoramiczne widoki na turkusowe zatoki i góry wyspy Flakstadøya. Røren to miejsce, gdzie można poczuć przestrzeń bez konieczności walki z dużą ekspozycją, co stanowi cenny odpoczynek po trudach poprzednich dni.

Dzień kończy się na campingu w Uttakleiv. Plaża ta jest unikatowa ze względu na kontrast białego piasku z ciemnymi, okrągłymi głazami, które przez tysiąclecia były szlifowane przez fale oceanu. Uttakleiv jest również doskonałym miejscem do obserwacji zjawisk atmosferycznych, w tym dynamicznie zmieniających się chmur i światła.
Ostatni dzień trekkingowy to wejście na Offersøykammen (436 m n.p.m.). Choć góra ta nie należy do najwyższych, jej lokalizacja na cyplu wyspy Vestvågøya sprawia, że oferuje ona 360-stopniową panoramę, która pozwala objąć wzrokiem niemal wszystkie odwiedzone wcześniej miejsca.
Podejście jest strome, ale krótkie – prowadzi początkowo przez zarośla, by wyżej otworzyć się na rozległe widoki na fiord Nappstraumen, plaże Haukland i Vik oraz góry Flakstadøya.
Schodzimy ze szczytu i jedziemy do Moskenes. Rejs powrotny do Bodø to czas na wyciszenie i pożegnanie z „Lofotveggen”, która z każdym kilometrem oddalającego się promu staje się znów tylko cienką linią na horyzoncie.
Nocleg w hotelu w Bodø to powrót do cywilizacji – ciepłego prysznica, stałego łóżka i gwaru miasta, co po tygodniu spędzonym w namiotach i na szlakach smakuje zupełnie inaczej.

Wylot z lotniska w Bodø do Polski. Finał wyprawy.
Żeby pojechać na tę wyprawę, musisz mieć zadowalającą kondycję fizyczną i chęć na wędrowanie, szlaki są wymagające, o charakterze tatrzańskim. Liczymy na ambitnych wyprawowiczów, którzy wytrwale dążą do celu. Nie ma natomiast konieczności ukończenia najtrudniejszych szlaków, gdyż zawsze można zostać kawałek przed szczytem na wcześniejszej grani lub platou, powrót z dwóch najbardziej eksponowanych szlaków wiedzie tą samą drogą, można więc poczekać popijając herbatkę z termosu. Jeśli więc lubisz wędrówki, masz ochotę po obudzeniu się i otwarciu namiotu zobaczyć bajeczny widok, nie straszne są ci zmienne warunki pogodowe, ta wyprawa jest dla ciebie. Wszystkie szlaki uwzględnione w programie mamy sprawdzone – byliśmy, widzieliśmy, przewędrowaliśmy (wielokrotnie).
Więcej informacji o charakterze tego wyjazdu możesz uzyskać oglądając nagranie naszego webinaru:
Preferowany wylot z Gdańska do Bodø, jednak jest możliwość dolotu z innych miast. Bilety kupujemy w momencie potwierdzenia wyjazdu. Zakup biletów po stronie Klubu (przeczytaj nasze zasady zakupu biletów lotniczych). Oczywiście jeśli ktoś chce może (po wcześniejszym uzgodnieniu z nami) kupić bilety we własnym zakresie (bo, np. ma kartę zniżkową lub chce dolecieć z innego miasta).
Czerwiec to już sezon letni. Największym atutem tego terminu są białe noce, ogranicza nas tylko chęć pójścia spać 🙂 Możemy wędrować do woli, nie zaskoczy nas zmierzch. Temperatura oscyluje w okolicy +10°C, należy być przygotowanym na jej zmienność, może być +18°C stopni w słońcu i +4°C stopnie w cieniu. We wrześniu z kolei mamy dużą szansę zobaczyć na niebie zorzę polarną.
Do Bodø przylatujemy z Gdańska lub Warszawy. Z Bodø do Moskenes płyniemy promem. Na miejscu mam do dyspozycji samochód osobowy, więc nie ma potrzeby noszenia na plecach całego swojego dobytku przez tydzień.
Na trekkingu nocować będziemy w lekkich namiotach 2-osobowych. Namioty rozbijać będziemy w górach, na plażach i na campingach. W Bodø nocleg w hotelu, pokoje 2-os.
Wyżywienie nie jest wliczone w cenę wyprawy i należy o nie zadbać we własnym zakresie (np. zabierając żywność liofilizowaną). Do gotowania zapewniamy turystyczne palniki gazowe + kartusze. Należy zabrać naczynia turystyczne i sztućce – kubek (najlepiej taki, w którym możecie ugotować wodę), menażka lub miseczka, mały garnek aluminiowy, nóż, łyżka, widelec.
Minimalna liczba uczestników, by potwierdzić grupę i termin to 6 osób
Termin, do którego potwierdzimy wyprawę w wybranym terminie: 20 dni przed datą rozpoczęcia wyprawy
W cenę wyprawy wliczone jest ubezpieczenie podróżne TU Europa Travel World, wariant Standard Plus. Obejmuje ono koszty leczenia (KL), NNW, OC i bagaż.
W procesie dokonywania rezerwacji można rozszerzyć polisę do wariantu VIP lub THE BEST (za dopłatą).
Więcej informacji o parametrach ubezpieczenia znaleźć można w Ogólnych warunkach ubezpieczenia TU EUROPA.
Gdyby ktoś chciał wykupić dodatkowe ubezpieczenie od kosztów rezygnacji z wyjazdu to można to zrobić zaznaczając taką prośbę w formularzu podczas zapisu na wyjazd.
Przeczytaj dlaczego warto wykupić ubezpieczenie od kosztów rezygnacji z wyjazdu.
lub
Nie wiesz który termin wybrać? Przeczytaj nasze rekomendacje na blogu – Kiedy jechać na Lofoty?
Masz grupę znajomych i chcecie jechać na wyprawę w innym terminie? Nie ma problemu – zorganizujemy ją dla Was!
A więc przyszła pora na mnie… Wróciłem właśnie z wyprawy na Lofoty 11-18.08.2019r. Było to moje marzenie od dawna a Wy pomogliście mi je spełnić w stopniu większym niż oczekiwałem! Za co dziękuję Wam bardzo.
Pomimo dokładnego opisu wycieczki człowiek jednak przekonuje się na miejscu, że codzienne wyprawy to nie żarty i tylko poważna zmiana pogody może plany pokrzyżować. Na szczęście nam udało się zrealizować plan w 100%. Pogoda pokazała chyba każde oblicze, od słońca po deszcz i wiatr. Jednakże dobre przygotowanie sprzętu i siebie pozwoliło czerpać z wyjazdu pełnymi garściami.
Organizacyjnie – rewelacja. Nie było żadnych niemiłych niespodzianek. Noclegi, transport wszystko to przebiegało bardzo sprawnie a nasza przewodniczka Tamara trzymała całą grupę w swojej garści i prowadziła nas bezbłędnie. Dzięki Tamara!
Jedzenie – tutaj każdy dba o siebie i przywozi liofilizaty ze sobą. Po tygodniu jedzenia różnych dań, ale z proszku, trochę zaczyna to doskwierać. Jednakże każda inna rzecz smakuje później jak rarytas 🙂
W głowie już szukam kolejnych wypraw i pomysłów – na pewno wrócę do Was 🙂
Pozdrawiam,
W.
Byłem w lipcu ’19 na tej wyprawie. Tamara, będąca szefową podróży, ma wiedzę i umiejętności jak zrealizować program w sposób możliwie bezpieczny, ale pozwalający na poczucie klimatu stromych gór. Najlepsze, poza samymi wyjściami na szczyty, w całej wyprawie były noclegi poza zorganizowanymi kempingami, na plażach też z ogniskami. Dokładając do tego bezdeszczową pogodę (choć trochę za ciepło pod koniec było) trudno oczekiwać lepszego wyjazdu. Jest to wyprawa dla tego, kto w zamian za przepiękne widoki, spokój, kontakt z przyrodą i w większości przypadków brak dużej liczby turystów godzi się po 2-3 dni nie myć, spać w namiocie, jeść liofilizaty i pić wodę z krystalicznie czystych strumieni tudzież targać w górę i dół po 10-12kg swojego dobytku na plecach na dojściach do obozów.
Właśnie wróciłam z wyprawy na lofoty z Apetytem.
Polecam z całego serca to miejsce i z tym klubem jeśli tylko ktoś kocha góry i lubi się obracać w gronie ludzi z pasją i z humorem.
Wspaniali ludzie,super organizacja,bez żadnej napinki,bezpiecznie i wesoło.
Z serca polecam.
Magda
Lofoty – mój raj na ziemi! Perfekcyjna organizacja, cudowni ludzie i piękne wspomnienia do końca życia! Fantastyczne widoki, dzikość i bliskość natury, góry, morze… Czego chcieć więcej? Apetyt na Świat po raz kolejny spełnił moje marzenie podróżnicze 🙂 Była to już moja trzecia wyprawa z Apetytem – i na pewno nie ostatnia!
Gorąco polecam!
Kilka fotek i krótka relacja z wyjazdu dostępna tutaj https://bit.ly/2pJcqzL
Dziękuję za wspaniała przygodę i do zobaczenia! 🙂
Przed wyjazdem miałam chwilę zwątpienia czy naprawdę warto jechać i wiecie co WARTO! Norwegia urzeka swoim charakterem i pięknem od samego początku. Rożnorodność programu umożliwia zobaczenie niezwykłych plaż i potężnych gór, które sprawią, że będziesz chcieć więcej i więcej. Norwegia tak mnie zauroczyła, że odwiedzę ją powtórnie 🙂
Kolejna wyprawa z Apetytem i kolejny raz jestem mega zadowolony. Nie da się opisać słowami tego co tam przeżyliśmy, Wspaniałe widoki,malownicze plaże i ekipa jakich mało 😀 Aga jak zawsze perfekcyjnie przygotowana i zorientowana. Mega profesjonalizm. Myślę że to nie ostatnia moja wyprawa z Wami . Pozdrawiam
Człowiek z walizką 😀
Właśnie wróciłam z wymarzonej wyprawy na Lofoty – dzięki Apetytowi na Świat wyjazd przebił o głowę moje najśmielsze oczekiwania! Słowa, czy nawet zdjęcia, nie oddadzą tego – tam po prostu trzeba pojechać i to z Apetytem 😀 Nieprawdopodobne krajobrazy, porządny, często wymagający trekking, cudowna, niemal rodzinna atmosfera, nie wspominając o perfekcyjnej organizacji (wszystko dopięte na ostatni guzik) i świetnie przygotowanym (również na nieoczekiwane okoliczności czy zmianę pogody) liderze – Wojtku. Chociaż faktycznie, żeby w pełni skorzystać z wyjazdu, trzeba być do niego przygotowanym fizycznie (nie będę oszukiwać, że jest to wyjazd dla każdego…) i psychicznie – na kapryśną aurę (chociaż akurat nasza grupa trafiła niemal idealnie z pogodą) czy niedogodności związane ze spaniem na łonie natury (dla mnie to akurat była zaleta). Tak czy siak – bardzo gorąco polecam i na pewno jeszcze skorzystam z oferty Apetytu.
Wyjazd – petarda! Jeden z tych, które zostają w pamięci na bardzo długo. Lofoty oczywiście piękne, malownicze i dzikie. Czasem i kapryśne, bo popadać też lubi 🙂 Cudowne krajobrazy, wędrówki po górach, spanie pod chmurką w górach i na plaży, super ekipa, czego chcieć więcej? Organizacja perfekcyjna, wyprawa z Agnieszką (przewodnikiem) to czysta przyjemność, ale nie mogło być inaczej jak się ma takie pokłady energii, pasji i zaangażowania. Szlaki są często słabo oznakowane, ale Agnieszka zawsze miała wszystko dokładnie rozpracowane i pod kontrolą. Wyjazd bardzo aktywny i to mi się podobało. Gorąco wszystkim polecam, ja na pewno jeszcze nie raz wybiorę się z Apetytem!
Wszystkim pasjonatom górskich pięknych widoków, surowych krajobrazów oraz dzikiej przyrody mogę z całego serca polecić tę wyprawę. Wędrówki z dala od cywilizacji, spanie pod namiotami i kontakt z natura nie mają sobie równych. Opieka cudownej liderki była nieoceniona, a wielkość grupy z jednej strony gwarantowała super towarzystwo, a z drugiej nie powodowała poczucia „tłoku na szlaku”.
Organizacja na najwyższym poziomie. POLECAM!
Wspaniała Przygoda i zdecydowanie warta polecenia. Lofoty są wyjątkowe,malownicze, dzikie, prawie bezludne…To survival za kołem podbiegunowym, miejsce dla tych, którzy doceniają piękno krajobrazu i spokój. Trudno porównać z czymkolwiek innym. Wyprawa w kilkuosobowej grupie była bardzo udana. Piotr to pasjonat, który był nie tylko świetnym przewodnikiem ale stworzył doskonałą i przyjazną atmosferę. Organizacja wyprawy od początku do końca bardzo profesjonalna i przede wszystkim widać dbałość o uczestników na każdym kroku.
Z pewnością wybiorę się jeszcze kiedyś z Apetytem na Świat na jakąś wyprawę.
O moich wrażeniach z tej wyprawy możecie przeczytać na moim blogu: http://goanywhere.to/survival-kolem-podbiegunowym/
Już same zdjęcia z Lofotów zachęcają żeby tam pojechać, ale tego co można zobaczyć na żywo i tak nie oddadzą żadne fotografie. Góry wszędzie dookoła, na planie pierwszym, piątym i dziesiątym, piękne plaże z białym piaskiem, szlaki praktycznie na wyłączność, piękna przyroda i niezapomniana przygoda! Nie wiem czy jeszcze jakieś miejsce na Ziemi będzie w stanie zrobić na mnie takie wrażenie. Wyjazd z Apetytem bardzo dobrze zorganizowany i mimo, że pogoda nas nie rozpieszczała (byliśmy pod koniec sierpnia) to i tak był to jeden z najwspanialszych wyjazdów w życiu! Gdyby nie ograniczał mnie urlop w pracy to z chęcią bym go powtórzyła, ale póki co zapisujemy się na inne kierunki, oczywiście z Apetytem 😊
Kliknij przycisk REZERWUJ!, aby sprawdzić dostępne terminy wypraw i dołączyć do grupy!



13 komentarzy
Nasza pierwsza wyprawa z Apetytem i na pewno nie ostatnia. Pandemia pokrzyżowała plany na Nepal, do ostatniej chwili nie było wiadomo czy uda się zrealizować wyprawę do Azji… no i rozmawiamy z Agnieszką. „Dobra, Nepal poczeka – jedźcie z nami na Lofoty, nie pożałujecie”. Nie pożałowaliśmy:) Wszystko przez te czas idealne! Do tego najlepszy lider, jaki mógł nam się trafić – Włodek Nielipiński:) Co kolejne…? Nepal cały czas siedzi w głowie, ale może wyprzedzi go Islandia. Czekamy na terminy na 2022:)
Wróciłam! Wyczekana, wymarzona wyprawa dobiegła końca, ale myślami nadal jestem na dalekiej Północy … Pogoda na zamówienie! Nie padało, chłodno, wietrznie, ale z promieniami słońca. Już pierwszej nocy zorza polarna. Ach! Wszystkie trudy i wychodzenie poza swoją strefę komfortu wynagradzały wspaniałe widoki! Potężna przestrzeń, strzeliste szczyty wyrastające z morza. Surowe skały z błękitem w tle. Idealne połączenie! Niczym nasze Tatry zanurzone w morzu … Malownicze osady, chatki jak z bajki, cisza, praktycznie bezludnie … Jestem zachwycona! Podziękowania dla Lidera Włodka, zgranej ekipy za mile spędzony czas i cudowną atmosferę. Piękna przygoda. Lofoty, miejsce które trzeba poczuć każdym zmysłem! Z Wami udało się to! Polecam, koniecznie z Apetytem 🙂 Do zobaczenia na kolejnej wyprawie. Mam apetyt na więcej 🙂