Wychowany z atlasem świata w ręku i od małego drepczący po górach, już jako nastolatek wiedziałem, że chcę pracować, pokazując świat innym. Moje powołanie szybko znalazło spełnienie, i tak już od niemal dekady prowadzę kolejne grupy po moich ulubionych zakątkach globu. Zawodowo przerobiłem szeroki przekrój branży, od organizacji studenckich wyjazdów narciarskich po szytą na miarę turystykę luksusową. Ale to właśnie prowadząc kameralne wyprawy jako lider, spełniam się najbardziej!
W podróżach kocham kontrasty – wielomilionowe metropolie i bezludne pustkowia, tropikalne wyspy i ośnieżone szczyty, sąsiedztwo tradycji i nowoczesności. We wszystkim tym odnajduję coś fascynującego i wartego doświadczenia. Podróżowanie to coś więcej niż po prostu odhaczanie kolejnych punktów z listy „must see”. Prawdziwą esencją poznania jest dla mnie czas spędzony tam, gdzie raczej nie docierają tłumy – w bocznej uliczce jakiegoś osiedla, na lokalnym targu czy przydrożnej stacji paliw. Dlatego podczas moich wyjazdów sporo przemieszczamy się pieszo pomiędzy kolejnymi punktami programu, by zobaczyć po drodze nieco tego „zwykłego” świata.
Moją misją jest nie tylko oprowadzać uczestników, ale też troszczyć się o nich, żeby czuli się bezpiecznie, zaopiekowani i mogli spokojnie cieszyć się doświadczaniem świata. I o ile prywatnie uwielbiam podróże pełne improwizacji i spontanicznych decyzji, tak w pracy jako lider wypraw stawiam na maksymalne przygotowanie i plan awaryjny na każdą sytuację.
Uważam też, że zdjęcia są nośnikiem wspomnień, ale nie te pozowane, a żywe, sytuacyjne. Dlatego jako miłośnik fotoreportażu na wyprawach krążę wokół moich uczestników z aparatem, dokumentując ich, a po wyjeździe dzielę się z nimi albumami moich zdjęć. Gdziekolwiek jestem, „szukam dziury w całym”, lubię kręcić się z dala od turystycznych atrakcji, eksplorować przypadkowe okolice. I choć od lat obiecuję sobie, że kiedyś pojadę gdzieś na wczasy, żeby po prostu odpocząć, to jeszcze nigdy mi się to nie udało.
A kiedy nie podróżuję to spełniam się jako tata małej córeczki, co okazało się największą przygodą ze wszystkich w całym moim dotychczasowym życiu. W domu najlepiej czuję się w kuchni – to moje królestwo! Gotowanie jest dla mnie formą medytacji, bo moja głowa absolutnie się przy nim relaksuje. A na co dzień zwykle można zobaczyć mnie ze słuchawkami w uszach – jestem uzależniony od muzyki, która towarzyszy mi niczym soundtrack do życia. Kocham zwłaszcza legendy brytyjskiego rocka, jak Queen czy Pink Floyd. Od czasu do czasu sam chwytam za gitarę elektryczną. Ale uwielbiam też współczesnych artystów, którzy wymykają się schematom i swobodnie tworzą na pograniczu różnych gatunków.