Kiedy któregoś dnia zorientowałam się, że jako instruktorka kitesurfingu mogę mieszkać w różnych miejscach na świecie i doświadczać ich bardziej z perspektywy lokalsa niż turysty, to moja kariera pedagogiczna przepadła. Czasem żartuję, że pracuję z dużymi dziećmi – w końcu trzeba mieć w sobie coś z dziecięcej otwartości i ciekawości, żeby z entuzjazmem odkrywać najróżniejsze zakątki świata!
Pierwszym miejscem, do którego pojechałam na dłużej, było Cape Town, później Egipt i Sri Lanka, która zatrzymała mnie na prawie pięć lat. Podczas pobytu na Sri Lance, do roli instruktorki kite, dołączyła też rola lidera podróży. Dziś na swoim koncie mam już sporo wyjazdów – zarówno kite’owych, typowo sportowych, jak i tych skupiających się na zwiedzaniu.
Będąc dłużej w jednym miejscu, mam okazję poznawać mieszkańców i często zdaję sobie sprawę, jak krzywdzące potrafią być stereotypy dotyczące różnych kultur, dlatego staram się zwracać podróżnikom uwagę na to, że nie wszystko, co inne, jest złe czy gorsze od naszego. Jest po prostu inne, a my powinniśmy doceniać to, co mamy! Ostatnio jeden z moich współliderów ze Sri Lanki powiedział podczas rozmowy: “Nasza praca jest trochę jak praca psychologa – naszym zadaniem jest uszczęśliwiać ludzi.” i chcę wierzyć, że tak właśnie jest.
Żyję na wodzie: jestem instruktorką i ogromną pasjonatką kitesurfingu. A jeśli ktoś chciałby mnie zapytać o moje podróżnicze marzenia, to odpowiem, że chcę zobaczyć WSZYSTKO!